PRACOWNICY SZKOŁY


Ols || 3370661
Hokuto Umeda (32)
DZIEKAN
Hokuto jest wesoły, bardzo mądry i przystojny. Zazwyczaj wygląda na roztrzepanego i zwariowanego, chociaż umie dobrze zająć się swoimi obowiązkami. Jest uzależniony od herbaty.


Yuuki || 4950925
Zero Kiryuu (28)
WYKŁADOWCA DZIENNIKARSTWA
Dość spokojny i nieco zamknięty w sobie mężczyzna. Dobrze zbudowany i inteligentny. Lubi kobiety ale nie jest typem flirciarza.


Sasi || 222750
Kami Uketo (30)
WYKŁADOWCA FILOZOFII
Dziwny, niezrozumiany. Uwielbia cytować znanych i mniej znanych filozofów, czy myślicieli. Na lekcje przychodzi zawsze w białych rękawiczkach i swoim gotyckim kapeluszu. Typ ekscentryka.


Subaru || 6261069
Oskar Winogradow (32)
WYKŁADOWCA REŻYSERII
Apodaktyczny intelektualista, który sypnie ci w autobusie żółtym groszem, lub pobierze oprocentowanie za oddanie pracy w późniejszym terminie. Lubi dobrą kuchnię, więc wszelakie podarunki od zakochanych studentek przyjmuje. Ma syna, z żoną po rozwodzie. Wieczny problem z niedziałającym samochodem jest jego utrapieniem. Lubi kuse spódniczki.


Angel-san || 6912209
Azael McDaglas (30)
WYKŁADOWCA RZEŹBIARSTWA
Miła kobieta, która mimo wszystko narzeka, ze jest stara, brzydka i nie ma tudzież męża i dzieci co życia towarzyskiego. Zbzikowana. Cóż się dziwić - artystka babrząca się w glinie, która jest jej ulubionym materiałem.


Eter || 110909018
Pani Recepcjonistka (ok. 50)
RECEPCJONISTKA W AKADEMIKU
Niemiła, niesympatyczna, zrzędliwa i burkliwa. Lepiej z nią nie zadzieraj, bo może się to dla ciebie źle skończyć.


UCZNIOWIE


Ols || 3370661
Lily Valentine (20)
STUDENTKA DZIENNIKARSTWA
Żywiołowa, zwariowa- na, romantyczna, nieufna w stosunku do ludzi (przez co potrzebuje dużo czasu aby się otworzyć). Lubi wieczorami wpatrywać się w gwiazdy. Marzy by zostać felietonistką.


Eter || 10909018
Adam Henderson (21)
STUDENT REŻYSERII
Jak to każdy facet, nieco zacofany w rozwoju. Rudowłosy koleś, który lubi zwracać na siebie uwagę. Ambitny, w przyszłości zamierza dostać przynajmniej jednego Oscara.


Darki || 3050771
Satya Vanhi (20)
STUDENT AKTORSTWA
To istota o pozornie łagodnym usposobieniu, zwykle określana słowami: piękna i delikatna. Nie jest to jednak kompletnie adekwatne do rzeczywistości... Satya jest osobą bezwzględną, dbającą tylko o interesy swoje i najbliższych. Moralność uważa za coś, co przytrafia się innym.


Darki || 3050771
Ranvir Vanhi (24)
STUDENT MALARSTWA
Wybredny i niecierpliwy. Nie znosi sprzeciwu, jest bardzo niezależny i zawsze w końcu dostaje to, czego pragnie. Uważa się za estetę i artystę. Trudno zdobyć jego zainteresowanie, a jeszcze trudniej je utrzymać. Mimo to jest też najlepszym towarzyszem, jakiego można sobie wymarzyć: kogoś "swojego" zawsze postawi na pierwszym miejscu.


Eter || 10909018
Sophie Newman (20)
STUDENTKA AKTORSTWA
Jest niczym słodka bombonierka, chcesz jej więcej i więcej. Szczęśliwa gdy spełniasz jej zachcianki i gdy ona spełnia twoje. Spokojna, żyje własnym życiem, tylko czasami przejmuje się innymi. Wyssie z ciebie wszystkie soki, zje w całości. Kobieta fatalna?


Yuuki || 4950925
Yuuki Cross (21)
STUDENTKA RZEŹBIARSTWA
Śliczna, zaradna i do tego trzeźwo stąpająca po ziemi dziewczyna. Zawsze walczy o swoje, lecz nie jest zarozumiała. Uwielbia tańczyć i także ma anielski głos. Dorabia sobie jako modelka.


vast || 4177075
James Robert Aleksander Peter III Burgess (21)
STUDENT RZEŹBIARSTWA
Ma typowy brytyjski akcent i podejście do życia jakby nigdy nie skończył szkoły podstawowej. Intelektualny malinowy książę. Dasz wiare, że ma więcej niż 15 lat?


Kelly || 510998
Carmen Malevola (20)
STUDENTKA DZIENNIKARSTWA
Irytująca... To chyba dobre określenie. Nadzwyczaj inteligentna, choć nie okazuje tego. Najpierw robi, potem myśli. Lekkomyślna i szalona.


Tranki || 368605
William Blake (21)
STUDENT REŻYSERII
Ma gwałtowny temperament i aspołeczny charakter. Lubi podglądać ludzi, jednak nie przepada za ich obecnością. Lubi również mieć ostatnie słowo w każdej dyspucie.


Kairi || 5785690
Aoi Kubozuka (20)
STUDENTKA REŻYSERII
Miła, sympatyczna, koleżeńska. Trochę zakręcona i potrafi pokazać na co ją stać. Lubi gadać, ale dopiero jak jej zawstydzenie przejdzie. Ponoć bardzo ładna, ale sama nie zdaje sobie z tego sprawy zbytnio.


Vivien || 5709264
Kouros van Viven (20)
STUDENT FILOZOFII
Pewny siebie, jednak stroni od ludzi. Zanim komuś zaufa minie trochę czasu. Nie odpuści sobie jednak żadnego wypadu na miasto w dobrym towarzystwie, gdzie będzie się mógł wyszaleć.


VAST || 4177075
Gratiola Ziganszyna-Maksimov (19)
STUDENTKA FILOZOFII
Nie zawsze obecna duchem, jak to filozof. Nie ma zapału do nawiązywania znajomości bo wciąż jest nieszczęśliwa z powodu rozłąki z bratem bliźniakiem. Najczęściej można ją spotkać w towarzystwie paczki z lukrecjowymi cukierkami i w okularach przeciwsłonecznych.


Jedi || 5070028
Ethan Hall (22)
STUDENT ACHEOLOGII
Zawsze pogodny i lekko uśmiechnięty, nieco roztrzepany, ale nadrabia urokiem osobistym (przynajmniej tak mu się wydaje). Towarzyski i trochę hałaśliwy, nigdy nie potrafi zapamiętać imion rówieśników.


Jedi || 5070028
Ashley Leigh (19)
STUDENTKA INFORMATYKI
Żywiołowa, wszędzie jest jej pełno. Ma wielu znajomych, bo nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi nie stanowi dla niej problemu. Informatyczny geniusz.


Tranki || 368605
Maksymilian Wilson (20)
STUDENT ARCHITEKTURY
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że trochę się wywyższa, jednak po bliższym poznaniu jest dość sympatycznym kumplem. Łatwo nawiązuje kontakty, jest dość towarzyski, ale łatwo się nudzi, a wtedy odpuszcza.


Yuriki || 13397918
Achuga Yuriki (20)
STUDENT PEDAGOGIKI
Wita się tylko z osobami które zna i ma do nich pełne zaufanie, dlatego często osoby trzecie nazywają go "świrem". Na przerwach zamiast rozmawiać o szkolnych perypetiach ze znajomymi, siedzi pod ulubionym drzewem (które jest tuż obok szkoły) i słucha muzyki- nigdy nie rozstaje się ze swoim sprzętem grającym.


Nami || 10596723
Victoria Weister (20)
STUDENTKA DZIENNIKARSTWA
Uzależniona od herbaty narwana pannica, myśląca tylko o jednym. Wyjątkowo niska (152cm w kapeluszu),raczej drobna kłótliwa i obrażalska. Zachowuje się jak małe dziecko rozpieszczone przez rodziców, wymagające stałej uwagi i pochwał. Dziwaczka, plotkara i łamaga, chorująca na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki.


Sasi || 222750
Oskar Crimson (20)
STUDENT GRAFIKI
Mimo iż jego przyszłość ma być związana z maszynami, woli spędzać czas z ludźmi. Niezwykle kreatywny, a gdy dopadnie go nuda, zaczepia obcych mu ludzi. Potrafi byc bezpośredni, ale nikogo słowami naumyślnie nie zrani.


Nami || 10596723
Henry Seimool (20)
STUDENT MALARSTWA
Delikatny rudowłosy młodzieniec o kobiecej urodzie i charakterze. Umie walczyć o swoje, używając do tego swego wdzięku. Nie gardzący towarzys- twem cudownych i stanowczych mężczyzn, gotowych poświęcić zdrowie i życie, by uchronić tego niziutkiego, kruchego chłopca o rzęsach niezwykle gęstych i długich, trzepoczących niczym skrzydełka motyla.


Angel-san || 6912209
Graham Spencer (27)
STUDENT ARCHEOLOGII
Lekkoduch pełną gębą z artystycznym zacięciem i zamiłowaniem do kości. Dziwny, jeśli nie stuknięty. Typ wiecznego studenta. Obecnie to archeologia, ale kto wie co to będzie za miesiąc czy dwa? Powinien mieć zawieszkę na szyi "UWAGA! MOŻE PRZYPRAWIĆ O ZAWAŁ!"


VAST || 4177075
Lisa Rowe (19)
STUDENTKA AKTORSTWA
Prosta, bezwstydna dziewczyna o minimalnym poczuciu estetyki i maksymalnie rozrośniętym ego. Lubi tańczyć i upijać się jak ostatni pies. Do pełni szczęścia potrzebuje czystej pościeli i (seksi bonusa w łóżku) działającego prysznica. Przez całe życie ćwiczy jakieś role, a jej ulubioną jest 'słodka idiotka', którą częstuje całe szkolne społeczeństwo.


Darki || 3050771
Herut Adiel (19)
STUDENT AKTORSTWA
Ekscentryczny - to dobre słowo, by go opisać. A jeszcze lepsze to szalony... Co niekoniecznie jest rzeczą złą. Lubi przykuwać spojrzenia i znajdować się w centrum uwagi. Jest pewny siebie, zwykle pogodny, choć charakteryzuje go huśtawka nastrojów. Często wpada w kłopoty i liczy, że inni go z nich wyciągną. Zazwyczaj się nie zawodzi, bo i odpłacić za to potrafi.


Ryu || 3620322
Izo Wari (19)
STUDENT AKTORSTWA
Po***ny, otwarty, wygadany, anty-sadystyczny, rozbrykany, z ADHD, w miarę sympatyczny, nerwowy x3, spontaniczny, cholernie boi się burz. A Raz: chamski, wredny, sadystyczny, chłodny, zamknięty w sobie, arogancki, ironiczny, spokojny, trudno go wyprowadzić z równowagi, uporządkowany, poważny.



Księga Zgłoszeń
:: zgłoś się :)

Ekipa dowodząca
:: Olsik - admin
(gg.3370661)
:: Eter - stwórca kierunków, utrzymuje porządek na rpgu
(gg.10909018)
:: Darki - uzupełnianie zgłoszeń
(gg.3050771)

Regulamin
1. Nie wolno ruszać htmlu!
2. Każdy gracz może mieć tyle postaci ile chce, jednak jeśli którąś przestanie grać powinien o tym poinformować admina, aby mógł ją usunąć.
3. Gdy gracz zrezygnuje z gry musi o tym poinformować admina.
4. W ciągu jednego dnia mogą się pojawiać max.2 notki, nie może się zdarzyć aby w obu występowała ta sama postać.
5. Nie wolno używać bluźnierstw, każde proszę maskować gwiazdkami lub znakami typu #$%&*@#
6. Dozwolone są notki opisujące zagadnienia erotyczne, jednak w tytule takiej notki zawsze musi być dodane [hentai]
7. Proszę o komentowanie notek, bo miło jest widzieć, że ktoś czyta twoje wypociny :)
8. Nie ma limitu długości notek, jednak proszę o przyzwoitość :P ktoś to przecież będzie czytał.
9. Aby gracze przyzwyczaili się do nowych imion postaci, w każdej notce, w której biorą udział dane postacie, muszą być obok tytułu podane w kwadratowym nawiasie ich imiona i nazwiska.
10. Raz na jakiś czas gracze powinni do każdej swojej postaci napisać krótkie streszczenie co się u niej ostatnio działo, lub jeżeli dużo się działo w konkretnej grupie postaci - można to opisać grupowo. Gotowe streszczenia proszę przesyłać na olsik9@gmail.com
11. Zignorowanie regulaminu grozi zawieszeniem lub usunięciem z gry.

Archiwum
2009
:: sierpień
:: lipiec
:: czerwiec
:: maj
:: kwiecień
:: marzec
:: luty

Pomocnicze
:: wprowadzająca notka
:: streszczenia

Szołtboks

ShoutMix chat widget
och ta sztuka [Sophie i Adam]

                - No dalej mała – uśmiechnął się Adam. Kręcił się po pokoju hotelowym trzymając kamerę przed sobą. Kręcił teledysk dla swoich przyjaciół.  Do współpracy poprosił Sophie, ponieważ uznał, że po znajomości będzie taniej. A i dziewczyna w końcu znała się na swoim fachu. Oczywiście na tyle, na ile zna się każdy student aktorstwa- Pokaż na co cię staaać!
- Jesteś porąbany- oparła się o ścianę zapalając papierosa. Dźwięk przecież i tak miał być wycięty, więc mogła mówić co chciała. Przeczesała palcami włosy i zaciągnęła się. Na co dzień nie paliła tyle. Rudy reżyser wymyślił sobie, że ma sobie zakopcić, więc robiła co kazał.
- Może i jestem, dobrze mi z tym- zrobił zbliżenie na jej twarz, oczy, usta, którymi wypuściła gęsty dym.
Sophie zamknęła oczy i wsłuchała się w jazzową melodie wypływającą ze starego radia. Po chwili zaczęła się kołysać, niczym pijana księżniczka. Pijana alkoholem, pijana muzyką, pijana życiem, własnym jestestwem, byciem, patrzeniem, czuciem, rozmawianiem i porannym papierosem z kawą.
- No jeszcze, jeszcze, mocniej, bardziej, wyrzuć to z siebie- cieszył się Adam. To było świetne ujęcie.
- Zamknij się, zakłócasz moją percepcję- otworzyła oczy, spojrzała na niego i znowu je zamknęła.  Odsunęła się od ściany i stanęła na środku pokoju. Rudy niczym cień, poszedł za czarnowłosą i zaczął powoli, powolutku spacerować wokół niej. Kiedy będzie montować taśmę, przyspieszy to.  Wtedy ujęcie będzie przypominało sen wariata.
                Po trzech godzinach wyłączył sprzęt.
- Dzięki. Jeśli jeszcze będę musiał dokręcić, dam ci znać. Kasę dostaniesz jutro, okej? – przeciągnął się.
- Jasne. Zrobiłam się głodna.  


2010-05-12 20:06:51 || skomentuj (0)

blablanie [Sophie Newman i Gratiola Ziganszyna-Maksimov]
 
Grace wyszła z budynku uniwersytetu na przyszkolne błonia. Miała okienko przed epistemologią bo nie chodziła na wykłady z nauk o bycie. Uważała istotę istnienia za coś tak nieogarnionego ludzką myślą, że nie warto było się o tym uczyć. Wydobywszy z torby paczkę cukierków poprawiła wielki, tym razem szarozielony w paskudne ptaszki, sweter i usiadła na ławce. Żując gorliwie lukrecjową żujkę rozmyślała o rzuceniu tego kierunku studiów, z wiadomych dla każdego inteligentnego człowieka powodów. Z innego budynku, należącego do wydziału aktorstwa i reżyserii wyszła Sophie. Zwolniła się z zajęć pod pretekstem pilnej wizyty u ginekologa. Tak naprawdę była po prostu zmęczona po nocnym imprezowaniu z Lisą w najfajniejszych klubach w mieście.
Czarnowłosa pomachała do niej z daleka.
Uśmiechnęła się i podeszła do niej.
- Nie na zajęciach? 
- Nie. Wkurza mnie wykładowca. - podsunęła jej paczkę z cukierkami- chcesz? 
- Nie, dziękuję- pokręciła głową i usiadłam obok niej- Mówisz o tym dziwadle w cylindrze? - chyba już wszyscy studenci go znali.
- Tia. - wzięła kolejnego cukierka- nieważne... - mruknęła cicho. Samo myślenie o 'panu profesorze' wzbudzało w niej mieszane uczucia.
- To chyba jest ostry czubek, co? - zaśmiała się wesolutko - Tak czy siak, nie dziwię ci się.
- Tylko wiesz, już trochę czasu minęło i nie wiem czy jest sens zmieniać kierunek w połowie roku...
- Jak ci nie pasuje, to dlaczego miałabyś marnować czas?- spojrzała na nią.
- No... po prostu nie wiem jak się za to zabrać. Lubię filozofię, lubię myśleć. To... pasjonujące. - uśmiechnęła się lekko- Na dodatek nie wiem gdzie się przenieść, bo generalnie to ja niewiele umiem, nie? - zaśmiał się krótko.
- A czym się interesujesz poza mm... filozofią?- uniosła brwi.
- Eee... - znów się nerwowo zaśmiała- Chyba niczym? Ja nie mam zainteresowań... - przyznała też sama przed sobą.
- Och- nie rozumiała, jak można nie mieć zainteresowań- Nie martw się- uśmiechnęła się słodko- Może kiedyś coś się znajdzie.
- Dzięki - uśmiechnęła się wesoło, chociaż wcale jej nie było do śmiechu. Ale po co zawracać tym Sophii głowę.
- Okej. Ja idę do sklepu po kawę i buty. Jak chcesz, możesz iść ze mną- wstała i spojrzała na nią. "Koszmarny sweter" pomyślała. 
- Buty? Jakie? - zainteresowała się- za godzinę musze wracać, ale mogę cie podprowadzić kawałek. - podniosła się z ławki.
- Nie wiem, jakieś fajne. Po prostu czuję, że potrzebuję nowych butów- przeczesała palcami włosy- Rozumiesz jak to jest, co?
- A pewnie. - pokiwała głową- buty są jak nastrój, najlepiej każdego dnia inne. Żeby nie było nudno
 - Dokładnie tak- no i poszły do centrum handlowego.
2009-08-24 15:54:18 || skomentuj (1)

Kubozuka & Winogradow



Oskar nie wiedział, ile chorował. Prawdopodobnie krótko, gdyż żaden z jego podopiecznych nie zreflektował się, żeby odwiedzić starego psora w niedoli. Przespał kilka dni i nie obraziłby się, gdyby ktoś naszedł z ciepłym obiadkiem, płynem acze w ręce do wymycia łazienki oraz naręczem świeżego kwiecia do wazonu. Gdzie się podziały czasy licealne, gdzie jego uczennice usługiwały mu jak panu na zamku? Oczywiście Winogradow z dobrego serca im na to pozwalał, przecież nie mógł zawieść tych młodych owieczek, odmawiając im jednocześnie.W każdym razie Oskar wracając na uczelnię, z fajką w ustach, zmizerniał. Gdy rano przeglądał się w lustrze, widział same kości i skórę, aż tak wychudł. Przydałaby mu się żona. Albo pomoc domowa.

- Czy wiesz panno, że w Chinach łamano dziewczętom stopy, żeby lepiej wyszły za mąż?- zagaił biedną niewiastę, na którą się natknął, potrącił, wpadł. Zbyteczne skreślić.

Ten glos Aoi dobrze znała. Jej wykładowca. Jeszcze zanim się odwróciła do profesora zaczęła odpowiadać na pytanie

- Owszem słyszałam o tym. Młodym dziewczętom łamano stopy tak aby móc zagiąć palce jak najbliżej pięty. Małe stopy były kiedyś czymś pięknym. Zazwyczaj tylko zamoż...- tu dziewczyna przerwała gdyż właśnie po raz pierwszy spojrzała na swego rozmówcę, który wyglądał jakby głodował przez długi okres czasu - Panie profesorze czy Pan aby dobrze się czuje? Bo wygląda Pan raczej jak duch.

- Nie. Trafne pytanie, moja droga, nie napomknę, kto o mnie zapomniał. Acz już skoro pytasz...- położył dłoń na jej ramieniu.- To wasza wina. Nic was nie podkusiło, żeby się dowiedzieć, co dolega staremu Winogradowi? Co prawda, nie było to zapalenie wyrostka ani prostata, broń boże w tym wieku, acz dużo nie brakowało - Oskar był bardzo prostolinijnym człowiekiem.- Czekałem, patrzyłem w okno, a tu żadnej zmartwionej duszy, która spragniona jest wiedzy. Nawet ty, droga Aoi-chan, czy też Izabello. Bella o wiele do ciebie pasuje, niż ta Aoi.

Boże z nim jest na tyle źle, że już całkowicie bredzi. - myśli przebiegały przez mózg Aoi w zawrotnym tempie - Powinien iść do lekarza albo przynajmniej do piel... Zaraz, zaraz - dziewczyna sama pohamowała swoje myśli-  przecież to mój profesor a takie zachowanie jest u niego całkowicie w 100% normalne. -skwitowała w swojej małej główce poczym spojrzała na profesora i rzekła

- Nasza? O ile pamiętam nie ma w regulaminie nic o tym abyśmy się opiekowali naszymi nauczycielami. - zrobiła minę mówiącą "myślę" - Co nie znaczy, że się nikt nie martwił. I czemu akurat Izabella?

- Acz widać, że matka wam dobrego serca zaoszczędziła, że żadna panna z aspiryną w rączce nie przytruchtała - westchnął nostalgicznie.- Izabella. Była kiedyś taka kobieta, lubiłem ją. Kiedy byłem młody i piękny, nie martw się - poczochrał jej włosy i dmuchnął dymem w twarz.- Bello, skarbie, chciałabyś może poprowadzić dzisiaj zajęcia a ja się trochę jeszcze podkuruję?

-Heeeee! O nie, nie, nie. Nigdy w życiu. Nie ma mowy. - sama wizja stania przed tyloma ludźmi ją przestraszyła a co dopiero mówić do nich.. Nie, nie ma mowy nie była do tego zdolna.- Uważam, że nikt nie poprowadzi lepiej lekcji od Pana profesora.

- Och, musisz się podszkolić, bo kto wie, może kiedyś się nie dorobisz i zajmiesz moje miejsce - zaśmiał się i klepnął ją zbyt mocno w plecki. Lubił rozwijać swoich uczniów pod wieloma względami.- Lubię, jak się rozgadujesz, Bello. Możesz spokojnie improwizować, nie przeszkadza mi to - prawda była taka, iż Oskar potrzebował jednej ławeczki wolnej do szybkiej drzemki, a dziewczyna idealnie się nadawała na kozła ofiarnego, żeby zająć czymś lud.

-Nie! - dziewczyna nie mogła uwierzyć, że psor mówił poważnie - Jak tak to ja nie idę na zajęcia. - założyła ręce na klatce piersiowej. Wyglądała jak małe dziecko, ale była całkowicie poważna.

- A myślisz, że ja tak?- wybałuszył oczy na biedną dziewczynę.- To drogo się mylisz, darlin. Powiem ci szczerze, że ten cały dziekan, który teraz zapewne szaleje w swoim gabinecie, z braku laku tylko mnie przyjął, więc się nie przejmuj, jesteśmy na tym samym stołku. Statku? Jak to się dzisiaj mówi?- zastanowił się.Aoi poczuła się przez moment okropnie. Jednak było tak tylko przez moment. Przecież nauczanie to działka profesora a nauka to jej. Nie mogą się od tak zamieniać swoimi rolami. Przez dłuższą chwilę myślała nie wiedząc co może zrobić.

- To może niech psor też idzie na wagary? - wydukała cicho - Skoro dziekan przyjął tylko Pana to znaczy, że za jednorazową nie obecność nie może Pana wywalić, bo nie ma nikogo innego na Pana miejsce, prawda?

- Och!- Oskar omal co nie zassał kopcącego peta do gardła.- Czy moja droga Bella mi coś tu proponuje?- pociągnął ją za policzek.- Oczywiście, że mogę - wsunął rękę pod jej ramię.- Acz nie zapominaj, że mam w zwyczaju pociąganie za sobą towarzyszy jak kotwica tonącego statku. Na dno - puścił jej oczko i zmienił tor. Dziewczyna została tak mocno pociągnięta za ramię, że omało by nie upadła.

-Z dwojga złego lepiej to. - pomyślała i dała się pociągnąć za nauczycielem.

- Aż taka pewna jesteś? Nie bój się, w  razie czego poręczę za tobą. Oczywiście pamiętaj, łączą nas kontakty czysto zawodowe - szepnął jej do uszka.

-Aaa- dziewczyna ze strachu aż podskoczyła. - A mam trzecie wyjście?

- Skoczyć z mostu?- spojrzał na nią rozbawiony.- Strasznie gwałtownie reagujesz, droga Bello - znowu poczochrał jej włosy.- Pozwolę ci się zaprosić na domowej roboty obiad, co ty na to?Aoi zdmuchnęła z twarzy kilka kosmyków włosów, które dzięki profesorowi się tam znalazły

- Eeee dziękuję za taką możliwość. To wolę gotować. -uśmiechnęła się delikatnie

- Tylko co?- A co masz w lodówce?- Oskar łypnął na nią łakomym wzrokiem, widząc oczyma wyobraźni chińską kuchnię za którą przepadał.- Nie jestem wybredny, nie przejmuj się.

- Jak na razie to nic nie posiadam, gdyż mój były współlokator ostatnio także wpadł na obiad. Tak więc tak czy siak zakupy trzeba będzie zrobić. - Aoi uśmiechnęła się była ciekawa jak jej dziwny w zachowaniu nauczyciel na to magiczne słówko zareaguje. Większość facetów raczej nie przepadają za tym słowem a co dopiero za tą czynnością.

- No cóż...- Oskar nieco ociągał się z odpowiedzi.- Oczywiście, jako gość, nie posiadam gotówki, więc ty płacisz - westchnął bezradnie. Winogradow miał jedną zasadę co do zakupów. No, może dwie. Na żarciu nie oszczędzaj, z kolei na innych rzeczach owszem. I korzystaj zawsze, gdy nie musisz płacić.- Chodź chodź, moja droga. Znam no tutaj taki jeden sklepik, nie drogo, nie drogo.Dziewczyna wzniosła oczy ku niebo

-Ten facet jest dziwny! - wykrzyczała bezradna w myślach poczym dodała na głos - To najpierw co by Pan profesor chciałby zjeść?

- Coś tradycyjnego? Nie wymagam wiele, żeby być zadowolonym, ba! zaspokojonym samcem - uśmiechnął się szeroko.- I możesz mi kupić nową zapalniczkę, nie obrażę się. Zmarszczyła nosek

- A jakieś dokładniejsze preferencje? Znaczy się kuchnia włoska, chińska, amerykańska jakaś inna? Czy sama mam wybrać? - ostatnie zdanie zgrabnie zignorowała.

- I papierosy -kontynuował Oskar.- A jak sądzisz, skarbie?- chwycił jej twarzyczkę w rękę i uniósł pod światło, jakby oceniał jakiś szlachetny kamień.- dasz facetowi kawał mięsa, to wystarczy.

Dziewczyna oblana rumieńcem skierowała wzrok w inną stronę.

-Nnniech będzie sama wybiorę. I ruszyła do sklepu zostawiając nauczyciela.


2009-08-20 09:11:09 || skomentuj (7)

[Aoi Kubozuka & Herut Adiel]

Był piękny, słoneczny dzień. Aoi nie mając co robić postanowiła wybrać się na spacerek do parku. Ostatnio jakoś miała sporo wolnego czasu. Może powinna sobie znaleźć jakąś pracę? W końcu pieniądze na drzewach nie rosną, a całe życie ciocia z wujkiem nie mogą jej przysyłać kasy. Tylko czym mogła by się zajmować bez wykształcenia? Hmm, jedyne, w czym była dobra to gotowanie, ale bez odpowiednich papierów nikt jej nie przyjmie. Co mogła innego robić? Kiedy tak sobie wędrowała przed siebie po parku, zauważyła nie daleko jakąś dziwną postać stojącą na środku ścieżki, którą wędrowała. Chcąc tę osobę z daleka ominąć, rozejrzała się dyskretnie za jakąś inną dróżką, w którą mogłaby skręcić. Niestety, ostatnią minęła jakieś dwie minuty temu. Co teraz począć? Persona po dłuższych oględzinach wydawała się być coraz straszniejsza dla biednej dziewczyny. Ubrana w króciutkie szorty i coś w stylu staniko podobnego gorsetu, długie rękawiczki, obrożę, pieszczochy, liczne łańcuszki, kolczyki i ozdóbki, a do tego wszystkiego kilka tatuaży, no i wysokie glany. Nic tylko się bać, dlatego Aoi postanowiła jak najszybciej zawrócić na główną ścieżkę.
Osobnik ów natomiast przeczesał palcami długie, intensywnie czerwone włosy, obracając się nieco. W ręce trzymał telefon komórkowy, który wyglądał na raczej drogi. Pisał wiadomość - w dodatku niemalże przerażająco szybko i sprawnie. Teraz stał przodem do Aoi, więc gdy oderwał spojrzenie od ekranu komórki i podniósł głowę, dziewczyna była pierwszą rzeczą, którą zauważył. Opisując go, nikt nie porwałby się na użycie słowa "inteligentny", jednak trzeba przyznać, że wahanie delikwentki zrozumiał momentalnie. Schlebiało mu. Uśmiechnął się promiennie w sposób, który miał zachęcić dziewczynę do podejścia bliżej.
-Ja nie gryzę, można mnie spokojnie minąć- oświadczył z nieskrywanym rozbawieniem.
Dziewczyna zarumieniła się i momentalnie schowała swoje policzki pod chustkę, którą miała na szyji. Można był teraz ujrzeć jej głębię czekoladowych oczęt i śliczny mały nosek. Stała tak, nie wiedząc co ma zrobić jeszcze przez dłuższą chwilę, spoglądając to raz za siebie z myślą, czy nie zawrocić, to raz na osobę przed sobą. W końcu jakby z miną wielkiej ryzykantki zrobiła kilka kroków przed siebie, cały czas patrząc na swoje buty.
-Aż taki jestem straszny?- spytał chłopak, przechylając głowę na bok. Jego włosy przelały się falą przez ramiona, dając tym samym śliczny efekt wizualny, któremu bardzo pomogły promienie słońca. Poza tym wydawał się autentycznie zainteresowany odpowiedzią.
Dziewczyna w połowie drogi przystanęła, aby spojrzeć jeszcze raz na chłopaka. Cóż, z twarzy był... Po prostu piękny, jednak reszta nadal ją przerażała. Wychyliła lekko usta zza chustki i dość cicho, a wręcz prawie szeptem, powiedziała - W pewnym sensie... Tak - i na powrót ukryła połowę twarzy.
-Większość ludzi w tym momencie zaczyna się wykręcać albo mnie podrywać- stwierdził tonem lekkiej pogawędki czerwonowłosy. Następnie znów opuścił wzrok, by dopisać coś jeszcze w wiadomości, którą zaraz potem wysłał. Schował komórkę do skórzanej torby, którą miał przewieszoną przez ramię, po czym wrócił do przyglądania się ciekawemu eksponatowi A. To znaczy Aoi.
W trakcie kiedy chłopak dopisywał coś z nadludzką prędkością do smsa, dziewczyna zrobiła dwa małe kroczki. Potem poczuła, że ktoś się jej przygląda. Dobrze wiedziała, że to osoba przed nią stojąca się w nią wpatruje i, czując się zażenowaną, zrobiła się jeszcze bardziej czerwona na twarzy, niż była przed paroma minutami.
-Jeśli jesteś chora, nie powinnaś może wychodzić na zewnątrz? Nawet przy takiej pogodzie?- zasugerował delikwent, marszcząc lekko czoło. Jakoś nie widział żadnego innego powodu dla rumieńców dziewczyny. -A tak w ogóle, skoro już rozmawiamy, to jestem Herut- dorzucił zaraz, uśmiechając się przyjaźnie.
- Aoi - wydukała pod nosem. Coś jej się nie zgadzało. Wygląd chłopaka i jego zachowanie nie pokrywało się z tym, do czego była przyzwyczajona, widząc takie osoby.
-Czyli już się znamy- podsumował Herut, składając łapki za plecami. -Dokąd się panienka wybiera?- spytał następnie. Chwilowo nie przychodził mu do głowy żaden inny temat, a nie lubił ciszy. Mógł rozmawiać o wszystkim, byle tylko nie milczeć.
-Przed siebie - odpowiedziała trochę pewniej, jednak nadal z rumieńcem na policzkach. Wyjęła rękę z kieszeni bluzy i wygładziła sobie chustkę tak, aby nie chować już w niej twarzy.
-Mhm. Ciekawe miejsce?- spytał na to chłopak. Warto dodać, że nie miał wcale nic złego na myśli; nie planował być złośliwy, ani też ironiczny. Zwykle jednak tak toczyły się rozmowy z nim: trzeba było po prostu przyzwyczaić się do sposobu, w jaki się porozumiewa.
Aoi przekrzywiła twarz. Nie miała pojęcia, o co chłopakowi chodziło - Jak dojdę to się dowiem? - odpowiedziała pytaniem.
-Hm, okej- zgodził się czerwonowłosy. -Nie zapomnij mi tylko potem opowiedzieć, bo kilka razy próbowałem iść przed siebie i zawsze ktoś lub coś mi przeszkodziło- dodał po chwili zastanowienia.
Dziewczyna lekko przytaknęła głową. Nowo poznany naprawdę ją zadziwił. Pomimo swojego wyglądu wydawał się być sympatyczną osobą. - A pan gdzie się wybiera?
-Gdzie się uda. Tam, gdzie akurat trafię- odparł Herut, wzruszając ramionami, po czym nagle jakby zdał sobie sprawę z czegoś ważnego i dorzucił: -I do mnie nie mówi się per "pan".
Uniosła ramiona ku górze - Skąd miałam wiedzieć? A poza tym ty pierwszy zacząłeś od panienki. - to powiedziawszy, uśmiechnęła się lekko.
-Panienka bardziej pasuje do ciebie, niż pan do mnie i to już na pierwszy rzut oka. Chyba sama musisz to przyznać- zauważył Herut, po czym oparł dłonie na biodrach.
Brązowooka przyjrzała się na tyle, na ile tylko mogła sobie, co wyglądało dość śmiesznie, a potem zerknęła szybko na chłopaka. No, może i miał rację? Gdyby tylko zmieniła te za duże spodnie na jakąś spódniczkę...  Powstrzymała się od zatonięcia w swoich myślach. -Może... i masz rację.
-Pewnie, że mam. Zwykle mam- czerwonowłosy zaśmiał się cicho, a jedna z jego subtelnie zarysowanych brwi podjechała w górę. -Obstawiam, że jesteś studentką, co?
-Bim bam - dziewczyna udała głos dzwonka, którego używa się w różnych teleturniejach - 100 punktów dla ciebie. - zaczęla chochotać.
-Dziękuję. Ja też się tu uczę- chłopak kiwnął krótko głową, jak gdyby na poparcie swych słów. -Zwykle nikt nie wierzy w to, że studiuję- dodał, a jego ton wskazywał na pewne zastanowienie. -Bo ja się chyba tak średnio do nauki nadaję. Raczej w innych sprawach przoduję...
Aoi zmarszczyła nos.
- Powiedzmy, że ja ci wierzę - uśmiechnęła się. - A jaki wydział?
-Aktorstwo- oznajmił niejako z dumą rudzielec. -Czyli coś, co może mi się w przyszłości przydać. Bo modelem długo nie pobędę, nie ma co na to liczyć. Kilka lat i tyle...
- Model i aktor w jednym. No, no to koleżanki znowu będą mi zazdrościły.
-Mną się dziewczyny tak przeciętnie interesują, więc nie mogę obiecać ci tej zazdrości z ich strony- zauważył Herut cichym tonem.
- Spokojnie, będą - spojrzała w niebo. - wystarczy, że powiem dwa słowa: aktor i model, a o więcej detali nie będą pytać. Poza tym, znowu mi nie uwierzą jak powiem, że było to spotkanie przez przypadek.
-Znowu? Czyli masz już więcej takich znajomych?- spytał ze szczerym zainteresowaniem chłopak.
- Niezupełnie. Znaczy się, jeden aktor w całej grupie znajomych - zmarszczyła brwi. - Osób, które znam - poprawila się. - Jest i wiem, że to słowo jest równie magiczne dla większości dziewczyn, jak model. Poza tym miałam, jak to moja koleżanka stwierdziła, niezłego farta do poznawania przystojnych facetów. - kiedy jej potok słów się skończył, jej mózg powedział jej, że właśnie powiedziała coś zawstydzającego, więc momentalnie kolejny raz się oblała lekkim rumieńcem.
-A, to zazdroszczę takiego farta akurat- przyznał Herut, a kąciki jego ust zadrgały; tym razem jednak powstrzymał się od śmiechu. -Chętnie poznam twoich znajomych, skoro tak- dorzucił ze skutecznie skrywaną nadzieją.
- Powiedzmy, że w chwili obecnej jest to nie możliwe. - na jej twarzy ukazał się na chwilę lekki grymas - Poza tym, jak się uczysz na wydziale aktorstwa, to jednego powinieneś znać chyba, co nie?
-Przystojnego aktora nie kojarzę- stwierdził Herut, marszcząc czoło. Szybko przeszukał pamięci; nic, pusto. -Pięknych, jak najbardziej, ale przystojnych nie- dodał.
- Dobrze powiedziane. - przytaknęła. - źle sklasifikowałam. Pięknego poszukaj w pamięci.
-A, to mi staje przed oczami, rzeczywiście- przyznał rudzielec, używając akurat najwłaściwszego zwrotu ze wszystkich możliwych. -I on jest twoim znajomym, hm?- spytał, nie starając się nawet ukrywać niedowierzania.
- Powiedzmy, że zanim się nie obraził w pewnym sensie i jak na jego możliwości, to był. Dobra, ale co za dużo o Satyi to nie zdrowo. - lekko się wzdrygnęła - Idziesz w którąś stronę? - wskazała głową najpierw lewo, skąd przyszła, a potem prawo, dokąd zmierzała, zanim została zatrzymana.
-W którąś na pewno- Herut przewrócił oczami. -Ale gdzie konkretnie, to nie mam pojęcia- dodał. -Dostosuję się, jeśli chcesz mojego towarzystwa. Jeśli nie, to też się dostosuję.
- A nie masz zamiaru mnie odurzyć, wykorzystać, a potem jeszcze obrabować z narządów wewnętrzych dla kasy? - mówiąc to, zerknęła kątem oka na chłopaka z wrednym uśmieszkiem.
-Tych narządów wewnętrznych to bym się chyba brzydził... To niehigieniczne- wzdrygnął się lekko, ale widocznie. -A co do poprzednich opcji... Nie, raczej nie mam tego w moich ogólnych planach na dziś.
-Też tak uważam, ale tatuś zawsze przestrzegał, aby tak nigdy się nie stało. To może w prawo się wybierzemy?
-Jak tam chcesz, mnie naprawdę wszystko jedno- rudzielec przystał na jej propozycję bez zbędnych protestów. Tak więc ruszyli w dalszą drogę.
2009-08-15 14:29:44 || skomentuj (0)

Dżrap i Aoi, pogawędka przy obiadku.
            


Popołudniu w sobotni dzień Aoi po powrocie do pokoju zauważyła jakąś zmianę. Na pierwszy rzut oka trudno jej było zgadnąć co się stało, chociaż gdzieś w podświadomości odezwał się głos rozsądku: "Aleks posprzątał swoje śmieci". Błoga nieświadomość odpłynęła jednak z przekroczeniem progu kuchni. Połowa należąca do Aleksa, czyli jego 'pracownia' znikła! Zamiast tego stała tam normalna kuchenka i całkiem przyzwoita szafka na (jak to Aleks miał w zwyczaju mawiać) jej babskie bambetle.
Po kilku chwilach rozglądania się po pokoju doszła do jedynego słusznego wniosku. Rzeczy Aleksa znikły tak samo jak jego pracownia. Nawet ślady po glinie która walała się zazwyczaj po kuchennym linoleum. Dziewczyna zszokowana patrzyła się na porządek w kuchni. To nie było normalny widok. Podeszła do krzesła, starając się sobie wszystko poukładać w głowie, i usiadła na nim. Po paru minutach dotarło do niej. Zostawił ją bez pożegnania! Podeszła do swojej torebki i wyciągnęła z niej małą czarną rzecz. Otworzyła jej klapkę i szybko wystukała jedno słowo:
"Palant"
i wysłała, ale po chwili doszło do niej co napisała. Otworzyła jeszcze raz klapkę telefonu i zmieszana wysłała kolejną wiadomość:
"Why?".
Jej telefon za raz zapikał głosząc przybycie wiadomości: "Grałem kiedyś, w dzieciństwie." i potem drugiej:
"Just because. Don't worry, just invite me. I'll be there in a minute".
Dziewczyna uśmiechnęła do telefonu.
"Może byś wpadł?"
"A zrobisz obiad?"
"A co byś chciał?"
"Byle dużo. Będę za 15 minut."
Dziewczyna zamknęła klapkę od telefonu i ruszyła do kuchni.

Zgodnie z zapowiedzią, 15 minut później rozległo się pukanie. Dziewczyna ruszyła do drzwi:
- To klucza też już się pozbyłeś?
- Oddałem uroczej recepcjonistce. - wystawił język i poczochrawszy nieco włosy, jakby dla pewności, że wciąż mu nie oklapły, wszedł do środka.
-Hymmm to w takim razie czuj się jak u siebie. -mrugnęła do niego - Za 5 minut będzie makaron mam nadzieję, że włoską kuchnię lubisz?
- Jasne. - uśmiechnął się i rozejrzał- Czy ty w ogóle zauważyłaś jak ja tu pięknie SAM posprzątałem?
- W to 'SAM' jakoś brak mi wiary. - podeszła do garnków zamieszać sos. Wtedy Aleks uśmiechnął się jak cwany lis:
- Nie wierzysz we mnie? - zawołał do niej do kuchni.
- Może w ciebie tak, ale w to, że posprzątałeś sam nie za bardzo. - odkrzyknęła do niego.
- Ach kobiety - poszedł do kuchni- istoty małkiej wiary.
- Ale zazwyczaj z dobrą intuicją. - uśmiechnęła się do niego i zaczęła nakładać makaron.
- I to my, faceci jesteśmy nieskromni? - pokręcił głową i usiadł przy stole. Uniosła lekko ramiona na znak słów: 'nie wiem' i podała chłopakowi wielką porcję spagetti bolognese; sama nałożyła sobie o wiele mniejszą porcję i rzekła:
- Bon appetit.
- Merci beaucoup.- nawinął sobie trochę- nie cieszysz się, że będziesz w końcu mieszkać sama?
- A jeśli powiem, że nie to wrócisz? -zapytała się mimochodem. Jakoś tak w głębi wiedziała, że nie wróci. - Powiedzmy, że będzie jakoś tak... dziwnie.
- Chciałabyś, żebym wrócił? - o rany, chyba zaczął flirtować z Aoi :O Przecież Lily go za to wykastruje. Chociaż z drugiej strony nie wiedział, czy byłaby w stanie ale on by się na jej miejscu wykastrował. A może oszpecił? :O Dziewczyna się uśmiechnęła:
- A która by nie chciała?

- Rany, Aoi, żebym wiedział, że tak się sprawy mają to bym się w życiu nie wyprowadzał. Ale ja sądziłem, że to raczej ty... i Rampel? Raa..barbar? Ramdir? - nie mógł sobie przypomnieć. Aoi od razu przestała się śmiać.
- Rany Aleks - wzniosła oczy ku niebu - chyba ci umknęło, że Ranvir, bo tak ma owy chłopak na imię, ma już kogoś i tak się skład, że tym kimś jest jego brat. I tak przy okazji właśnie dlatego zanim się coś postanowi warto czasami z kimś to obgadać. - po tak długie wypowiedzi wpakowała sobie sporą ilość makaronu do buzi, aby przez chwilę nie gadać. Mina Aleksa na słowa "ma już kogoś i tak się składa, że tym kimś jest jego brat" była bezcenna. Ale widelca nie upuścił.
- Aacha.
Aoi zaczęła się śmiać - Ależ masz minę. No widzisz i w takich momentach intulicja by się przydała co?
- Lol. - tak epicko wydukał. I wrócił do jedzenia.
- Dokładkę? - na wszelki wypadek dziewczyna ugotowała więcej.
- Nie, mój żołądek jest szczęśliwy. Będzie mi brakowało twoich obiadków...- uśmiechnął się kącikiem ust.
- Zawsze możesz wrócić.- dodała mimochodem kończąc swoją porcję.
- Będę pamiętał - puścił jej oczko i odłożył swój talerz do zlewu.
- Ale powiedz czemu nic nie powiedziałeś?
Uśmiechnął się:
- Byłem ciekaw twojej reakcji...
Spojrzała na niego zdziwiona:
- I co, była taka jaką przypuszczałeś. -podała mu kubek z herbatą.
- W zasadzie spodziewałem się, że może wycisnę z ciebie kilka łez i ogólne wzruszenie - zaśmiał się. Dziewczyna nagle spuściła głowę w dół tak, że grzywka jej zakryła oczy i zaczęła mówić jakimś takim dziwnym głosem - Może wzruszeniem bym tego nie nazwała, - zrobiła krótką pauzę aby dodać dramatyzmu - ale smutek na pewno jest. - po czym powoli podniosła głowę i pokazała język Aleksowi.
- No ej! Tak się nie robi :c już się ucieszyłem. - pokręcił głową z uśmiechem.
- No z takiego powody ci się cieszyć nie dam. - wzięła łyka herbatki.
- To co, dziwnie ci jak masz świadomość, że będziesz tu... sama?
- Noooo... ale przynajmniej ty będziesz miał lżej. - uśmiechnęła się lekko.
- Ja wiem? Dostałem taki - tu zbliżył palec wskazujący do kciuka- pokoik.
- No widzisz trzeba było zostać tutaj.
- Teraz to już po ptokach :c
- Twoja wina. - zrobiła smutną minkę. - To ten twój malutki pokoik daleko jest od mojego? Bo nadal w akademiku mieszkasz prawda?
- No tak. Na trzecim piętrze, lewe skrzydło. Strasznie mam daleko do windy a do wejścia jeszcze dalej - westchnął. Recepcjonistka rzeczywiście była wredna i usadziła go na samym nieboskim zadupiu. Aoi wyciągnęła rękę i pogłaskała biednego Aleksa na żarty po ramieniu
- Biedaczek.
- Uuu, nie rób tak bo mam dreszcze. - wystawił jej język dopijając herbatkę. Czując, że jest w stanie zrobić z Aoi coś nieprzyzwoitego uznał, że się zmyje.- No dobra, będę się zwijał. Mam masę pracy...
- Taaak duuużo pracy - uśmiechnęła się i wstała aby odprowadzić chłopaka do drzwi tak na wszelki wypadek, gdyby miał zamiar się zgubić - Ah. Jedno pytanko czy ty z.. - dziewczyna się zarumieniła nigdy nie lubiła rozmawiać o czyiś prywatnych sprawach -...z Lily to tak na poważnie coś.. no wiesz o co mi chodzi no...
W odpowiedzi tylko puścił jej oczko i wyszedł z pokoju. Idąc korytarzem odpowiedział jednak sam sobie w myślach: "Mam nadzieję, że tak". Zarumieniona podeszła do drzwi:
- Mam nadzieję, że do zobaczenia? - zapytała na odchodne.
- Być może. - uśmiechnął się i poszedł.
 
2009-08-10 18:23:58 || skomentuj (2)

Ciąg Dalszy Nastąpił [Oskar Crimson & Azael McDaglas]

Wszystko dookoła zamarło. Kierowany impulsem chłopak musnął delikatnie swoimi wargami delikatne usta nauczycielki rzeźbiarstwa, zupełnie nie pojmował, co robi i dlaczego nagle zapragnął trzymać kobietę w swoich ramionach. Odsunął się szybko na swoje miejsce i przetarł twarz dłonią.
- Przepraszam - wybełkotał z trudem.

Kobieta nie odpowiedziała nic, tylko zakryła usta dłońmi i odwróciła się w stronę okna.
- Jedziemy? - spytała po chwili ciszy, gdy tak stali nadal na parkingu.
- T-Tak! - zająknął się Crimson i w końcu ruszył. Mimo przyzwyczajonego do większych szybkości auta, chłopak jechał wedle przepisów. Było mu głupio z powodu swojego wybryku, jednak nie mogli cały czas milczeć. - Naprawdę się ciesze, ze zgodziła się pani ze mną pojechać, to dla mnie zaszczyt.
- Z tym zaszczytem to lekka przesada. - uśmiechnęła się i opuściła dłoń. - Ale cóż, byłeś nieustępliwy, nieprawdaż? - spojrzała na niego.
- Z reguły taki jestem. Wada jedynaka niestety, że dążę do celu za wszelką cenę - młodzik zaśmiał się trochę sztucznie, jednak atmosfera nie była już tak napięta.
- Twoje słowa wywołują we mnie chęć utarcia ci nosa. - powiedziała odwracając się nieco w jego stronę, by móc swobodnie obserwować jego twarz.
- Nie jedna osoba próbowała i później tego żałowała - brązowo włosy chłopak o złotych oczach uśmiechnął się ciepło i katem oka spojrzał na panią profesor, po czym zwrócił wzrok z powrotem na drogę. - Nie mówię jednak, ze nie jestem karny.
- Więc kto potrafi zapanować nad twoim charakterkiem?
- A tego jeszcze nie wiem - odparł Oskar tajemniczo, aby po chwili skręcić w boczna uliczkę i przejechać skrótem do wykwintnej restauracji.
- Mam nadzieję, że w końcu kogoś takiego znajdziesz. - powiedziała, gdy pomagał jej wysiąść.
- Być może już znalazłem, ale... Nie będę zapeszać przed faktem - znowu użyczył jej swojego ramienia. Był dumny, mogąc prowadzić tak piękna kobietę u swojego boku. Ubrana była w jasno niebieską sukienkę, rozkloszowaną od talii i z małą koronką, która przy każdym ruchu szeleściła na wysokości jej kolan. Włosy miała rozpuszczone i tylko one były jej ozdobą, bo nie miała na sobie żadnej biżuterii. Jej sandałki na dość wysokiej szpilce stukały cichutko o chodnik.
- Dawno nigdzie nie wychodziłam. A na randce nie byłam od wieków. - wyznała szeptem. - Nie jestem zbyt wystrojona? - spytała nieco się rumieniąc.
- Wygląda pani olśniewająco - otworzył przed nią drzwi. Jego rodzice musieli być bogaci, skoro chłopaka było stać na tak ekskluzywne wypady.
- Ł.... ładnie tu. - szepnęła, gdy kelner w niemal błyszczącej liberii skłonił się przed nimi i zaprowadził do stolika. Restauracja, elegancka i najwyraźniej modna, aż ociekała zewsząd luksusem. We wszystkich leżących na kremowym obrusie sztućcach widziała swoje odbicie.
- Proszę się nie krępować, to zwykłe miejsce - powiedział Crimson z zawadiackim uśmiechem na ustach i odsunął krzesło przed swoją damą.
- Cóż... Skoro tak twierdzisz. - uśmiechnęła się nieśmiało.
Gdy się rozluźniła rozmowa oraz posiłek upłynęły miło i nieco szybko. Pod koniec Azael nie pamiętała nawet co jadła, chociaż z pewnością jej smakowało. W tle grała muzyka grana na żywo przez dziesięcioosobowy zespół.
- Mam nadzieje, ze nie żałuje pani swojego wyboru. Takie młode szarlatany jak ja też potrafią się zachować - Crimson znowu się uśmiechnął. Pani profesor musiała przyznać sama przed sobą, że miał on w sobie coś ujmującego, iż chciałoby się patrzeć na tą zadowoloną twarz prawie ciągle
- Rzeczywiście, bardzo przyjemnie spędziłam wieczór. - odłożyła serwetkę na stół i spojrzała na młodego mężczyznę poważnym wzrokiem. - Ale niestety jestem od ciebie dziesięć lat starsza, a poza tym jestem twoją nauczycielką. To nakłada na nas pewne - odchrząknęła - wymagania moralne i etyczne. Nie powinnam się spotykać z tobą więcej na takim gruncie.
- Nie jest pani moją nauczycielką! I... I dla mnie pani nie jest o tyle lat starsza - Oskar stał się smutny. - Nie potrafię sprawić, abym miał więcej lat, proszę - złapał jej dłonie stanowczo. - Proszę mnie zaakceptować takiego.
- Proszę, bądź rozsądny. - próbowała oswobodzić dłonie, ale na daremno. - To tylko zauroczenie, które przejdzie ci, gdy znajdziesz bardziej odpowiednią dla siebie dziewczynę.
- Nie chce innej... Nigdy dziewczyny nie miałem, chociaż pewnie mógłbym mieć co chwilę jakąś. Jednak - puścił jej dłonie i z posępną mina wpatrywał się w ziemie. - Nie będę się pani narzucał... Nawet nie wiem czy pani jest tak naprawdę wolna.
- Sadzisz, że gdybym była związana jakimiś romantycznymi więzami z kimś innym to bym tu z tobą przyszła? - spytała po chwili, a z jej tonu biła złość. - Dziękuję, ze mi powiedziałeś co o mnie myślisz. - wstała od stołu. - Dziękuję bardzo za kolację. - skierowała się do wyjścia.
- Azael! - Oskar wstał szybko i złapał ją za rękę, po czym mocno objął, łącząc ich usta z sobą. Był to desperacki krok, lecz było w nim pełno uczuć.
- P.. Przestań! - odepchnęła go. - Jak mogłeś! - spojrzała na niego załzawionymi oczami.
Robili scenę na środku restauracji. Młodziutki chłopak poczuł się strasznie głupio, kobieta zawładnęła jego myślami i nie potrafił nad sobą panować w jej pobliżu. Tak bardzo chciał ją przytulać, całować, lecz nie mógł - Przepraszam... - powiedział, chociaż zapewne to słowo w niczym nie pomoże
- Wiedziałam, że nie powinnam się zgodzić. - zamrugała oczami, by odegnać łzy. - Jesteś zbyt niedojrzały i popędliwy, byś mógł spotykać się ze starszą od siebie kobietą. - wyraziła swoje zdanie. - Odwieź mnie, dobrze?
- Tak jest... - Oskar zachowywał się teraz niczym posłuszne szczenie, które dostało burę za złe zachowanie.
- Posłuchaj Oskar.. - zaczęła, gdy znaleźli się w samochodzie. - Lubię cię, na prawdę. Jesteś miłym, inteligentnym chłopcem. - zapięła pas. - Ale niestety jesteś nieco niedojrzały jak dla mnie. Lecz z chęcią zobaczę jak dorastasz i zmieniasz się w dojrzałego mężczyznę, więc może zostaniemy przyjaciółmi?
Jej słowa były miłe, sprawiły nawet, ze na młodej twarzy pojawił się na chwilę uśmiech. Nie wiedział jednak jak powinien zachowywać się dorosły mężczyzna, wydawało mu się, ze właśnie już nim jest. Impulsywny, ale dorosły.
- Więc? - dotknęła jego dłoni, którą trzymał na drążku do zmiany biegów, by zwrócić na siebie jego uwagę. - Nie chcę przestać się z tobą spotykać, ale po prostu musimy zmienić charakter naszej znajomości. - uśmiechnęła się lekko. - I kto wie co się stanie w przyszłości? Może, gdy nieco nabierzesz ogłady to stworzymy doskonałą parę?
- Dobrze - zgodził się, ostatnie słowa bardzo go pokrzepiły i znowu uśmiech na stałe zagościł na jego twarzy.
- Cieszę się bardzo. - cofnęła dłoń. - A właśnie... - powiedziała po chwili. - Słyszałam, że niedługo masz wystawę, prawda?
 - Wystawę, wystawę... - Oskar zaczął się zastanawiać. - A! No tak, wydruk prac będzie i o ile można nazwać to wystawą to taka się odbędzie - odparł i wypiął dumnie pierś. Nie lubił się tym obnosić ale był wyśmienitym grafikiem.



2009-08-04 23:07:54 || skomentuj (12)

[Hokuto Umeda, Azael McDaglas] Żarty żartami

Azael nieco zdenerwowana szła w kierunku gabinetu dziekana. Miała się z nim zobaczyć pierwszy raz twarzą w twarz, w dodatku prawdopodobnie w sprawie bezpośrednio jej dotyczącej. Nie wiedziała nic o owej sprawie, bo została wywołana z zajęć przez radiowęzeł. Nie prezentowała się również zbyt korzystnie w swoim mniemaniu: upięte blond loki, glina na ogrodniczkach, palcach i policzkach, ani grama makijażu, znoszone japonki... W swoich oczach wyglądała jak stara panna, która jest tak żałosna, że aż brakuje słów, lecz w oczach osób postronnych mogła się wydawać małą dziewczynką, która przed chwilą wyszła z piaskownicy, głownie z powodu wzrostu i delikatnej twarzyczki w kształcie serca. Jej główkę wypełniały teraz najróżniejsze czarne scenariusze. Czy dziekan dowiedział się o jej randce ze studentem i chce ją zwolnić? A może jej studenci się poskarżyli, że rzuca w nich ich nieudanymi wyrobami i zostanie zwolniona? A może nie naucza wystarczająco efektywnie i zostanie zwolniona?

     Jednak wszystkie te myśli zastąpił zwyczajny bezpodstawny strach, gdy zapukała do drzwi z tabliczką: DZIEKAN.
     - Zapraszam panią, pani McDaglas - kobieta zdziwiła się że Umeda zgadł kto puka, nawet jeśli ją wezwał. Mógł przecież zjawić się ktoś inny, w końcu ten pokój zapewne był dość często odwiedzany przez różne osobistości. Mężczyzna siedział tyłem do drzwi, wokół niego zdawała się unosić złowieszcza aura, która wywołała na skórze wystraszonej pracownicy dodatkowe dreszcze - Muszę z panią poważnie porozmawiać.
     - Jestem do usług. - powiedziała dość słabym głosem zamykając za sobą drzwi.
     - Więc... - zaczęła po chwili milczenia i patrzenia w tył fotela w którym siedział. - Cóż to za sprawa jeśli mogę spytać? - nadal stała na środku pokoju i wykręcała sobie dłonie ze zdenerwowania,
     - Miałem nadzieję, że nie będę musiał mówić o co chodzi, że domyśla się pani, czemu panią wezwałem - jego ton głosu brzmiał złowieszczo, jakby za chwilę miał wyciągnąć topór i wymierzyć karę za przewinienia kobiety. W dalszym ciągu był odwrócony tyłem, więc jego wyraz twarzy musiał wciąż kształtować się w jej wyobraźni.
     McDaglas przełknęła tylko ślinę i dalej milczała. Jednak nie wytrzymała napięcia.
     - Ja... my... znaczy się... - wydobył się z niej potok słów, a jedynie co niektóre można było zrozumieć.
     Przerwała te wyjaśnienia, gdy usłyszała głośne skrzypnięcie krzesła. Umeda powoli zaczął się obracać, niczym zły pan ukazujący się swoim poplecznikom. Oczom Azael ukazała się jego twarz. Ustami przyciskał do spodu nosa ołówek zakończony figurką kaczuszki, a na miejscu oczu spoczywały złożone karteczki, na których narysowane były mangowe damskie oczy.
     Pękła. Roześmiała sie tak, że z oczu popłynęły jej łezki.
     - To nie fair Umeda-san! Pierw omal nie dostałam zawału, a teraz ze śmiechu nie mogę oddychać. - odetchnęła głęboko opierając się o krzesło "dla interesantów", które stało naprzeciwko biurka dziekana.
     Mężczyzna z zadowoleniem wypiął pierś
     - Zaskoczenie to połowa sukcesu, moja droga - pobierał z kolan swoje rekwizyty i położył je na rogu biurka - A teraz usiądź. Głównie wezwałem cię właśnie po to, ale przydałoby się omówić jeszcze jedną rzecz - zamyślił się na chwilę - Hm, mówiłaś coś o "my"?
     - Eee... My? - zaczerwieniła się. - Nie mówiłam "my" w sensie pan i ja... - spuściła swoje błękitne patrzałki i wbiła wzrok w kolana.      - Z reszta nie ważne. O co chodzi, Umeda-san?
     - Nie mam podanego twojego miejsca zamieszkania - otworzył teczkę, z której wyjął parę kartek. Założył okulary na nos, by łatwiej mu było czytać.
     - Mieszkam tutaj, więc może pan wpisać adres Uniwersytetu, bo chyba wydział rzeźbiarstwa nie ma osobnego adresu, nieprawdaż? - powiedziała ni to ze zdziwieniem ni to z ulgą.
     "Więc to tylko o to chodziło” pomyślała. "Luzik. Można odetchnąć"
     - Jak to: wydział rzeźbiarstwa? - spojrzał na nią zaskoczony
     - Jak to "jak to"? - zmarszczyła brwi. - Mieszkam, a raczej śpię w swoim gabinecie, bo i tak każdą wolną chwile spędzam w pracowni.
     - Ujmę to w ten sposób - złożył jedną rękę na drugiej - Nie uważasz, że korzystanie ze szkoły jak z hotelu nie jest do końca zgodne z przeznaczeniem tego budynku?
     - Cóż... Pański ojciec nie miał nic przeciwko, ale rozumiem, że możemy mieć problem. - splotła palce i spojrzała na niego. - Ale muszę pana zapewnić, że jestem oddana tej szkole ciałem i duszą, a najważniejsze jest dla mnie kształtowanie młodych umysłów.      Pracuje tu już od 7 lat i jak na razie nie było na mnie czy moją prace poważniejszych skarg.
     - A płaci pani za prąd i wodę? - nie umknęło jej uwadze, że znów przeszedł do formy "pani".
     - Wodę zużywam tylko na zajęciach, gdyż nie mam w swoim gabinecie łazienki. Korzystam z publicznej. - powiedziała nieco obrażonym tonem. - A prąd, czy raczej światło palę jedynie, gdy wypełniam dokumenty. Jestem artystką i wolę naturalne światło. - na chwilę zamilkła. - W swoim "gabinecie" mam tylko łóżko i szafę na ubrania, nic więcej. Nie mam telewizora czy radia, więc nie zużywam prądu. Poza tym wolę świece, które nota bene kupuję sama, lub robię z uczniami na zajęciach.
     - Niemniej niepokoi mnie ta sytuacja. Jak to będzie wyglądało w papierach? Coś tutaj muszę wpisać - wskazał palcem na lukę w tekście.
     - Może "bezdomna"? - zdmuchnęła loka z czoła.
     Hokuto wstał niespodziewanie, po czym okrążył biurko i wcisnął przycisk na czajniku stojącym obok. Umieścił spojrzenie na lekko zdenerwowanej nauczycielce.
     - Może jednak poszuka pani innego mieszkania - rzekł obojętnym tonem.
     Zagryzła wargę i spuściła głowę. - Muszę? - spytała zrezygnowana. W końcu co ona mogła? była jego podwładną, do tego kobietą. Z zasady powinna się podporządkować. Lecz nie chciała poddać się bez walki. - Ja... lubię tu przebywać. Tak długo tu jestem. Może to zabrzmi śmiesznie ale ta szkoła to mój dom. Uwielbiam panującą tu atmosferę. Tutaj też najlepiej mi się tworzy. Nie ma nic piękniejszego niż koło garncarskie z kawałkiem gliny w blasku promieni zachodzącego słońca... - zamilkła i wbiła w niego wzrok na poły błagalny na poły zdeterminowany.
     Mężczyzna podszedł do niej i wzrokiem zachęcił ją do wstania. Uważał rozmowę za skończoną.
     - Przykro mi, w aktach muszę podać adres, który nie będzie mnie pogrążał. Musi pani coś wymyślić.
     Skinęła tylko głową, bo ze zdenerwowania miała zaciśnięte gardło. Włozyła dłonie do kieszeni ogrodniczek i odwróciła się, aby wyjść z gabinetu. Oczy pociemniały jej z żalu i błyszczały podejrzanie. Nigdy by się nie spodziewała, że w tym momencie dziekanowi zbierze się na obmacywanki - niemniej, wyraźnie poczuła dotyk jego palców na swojej pupie.
Azael jakby zamarła, a zaraz potem cała się najeżyła. Nie bez powodu była nadal panną. Wyjęła ręce z kieszeni i oderwała jego dłoń od swoich krągłości.
     - Precz z łapami! - spojrzała na niego, a w jej błekitnych oczach zajaśniały złote plamki.
     - Czas już na panią - przełknął cicho ślinę starając się ukryć zestresowanie.
     - O nie... Myślisz, że dam się tak traktować? - popchnęła go na krzesło, które sama przed chwila opuściła. Jak na takie małe ciałko miała dość siły by faceta o pół metra od siebie większego zmusić do zmienienia pozycji z stojącej na siedzącą. - Myślisz, że ominą cię konsekwencje? - pochyliła się nieco zbliżając twarz do jego twarzy. Okulary zsunęły mu się na czubek nosa. - To nie podstawówka, gdzie mogłeś bezkarnie klepać po pupie i ciągnąć za warkocze. A to co przed chwilą zrobiłeś to molestowanie seksualne bratku. Kicham na to, że jesteś dziekanem. - zacisnęła dłonie na jego nadgarstkach. On sam dłonie zacisnął na oparciach krzesła. - Przeproś, albo ci rozkwaszę tą ładną buzię.
     - Przeproszę może wtedy, gdy spojrzysz do tylniej kieszeni spodni - zmarszczył brwi - tej, którą dotknąłem. Przez przypadek.
     - Co? - mina jej zrzedła. nie puściła go całkiem tylko jedna dłonią sięgnęła tylnej kieszeni ogrodniczek i wyciągnęła kartkę. Obróciła się też nieco w bok, a jej kitka musznęła go w policzek. - Aleja Parkowa 5 / 10, 567 87 98... Ciocia Sandra... Dobra dusza... Zawsze pomocna? - przeczytała na głos i znów obróciła się twarzą do niego. - Co to ma znaczyć?
     - Ciocia Sandra mieszka od dawna sama w dużym domu. Należy do mojej dalszej rodziny, więc ciężko jest nas powiązać ze sobą.      Mogłaby się podzielić z tobą mieszkaniem, jeśli chcesz, rozmawiałem z nią. Jeśli nie, to chociaż możnesz skorzystać z jej adresu, żeby wpisać do papierów. Dałem ci jej numer byś sama z nią o tym porozmawiała - wywrócił oczami zawiedziony, że nic nie wyszło z jego sprytnej gry, a wszystko przez głupie omsknięcie ręki. - Kiedyś ojciec powiedział mi, że jesteś miłą kobietą i dobrze uczysz. Pomyślałem, że zasługujesz na to.
     - Och... Ojej... - zaczerwieniła się od cebulek włosów po skraj białego shirtu. - Ja... Ja... - zacięła się. Była bardzo emocjonalna i reagowała szybciej niż myślała. Temperament artysty można rzec. - To ja powinnam przeprosić. Nadal nad nim wisiała.
     - W sumie nie dziwię się twojej reakcji. Każda kobieta by tak zr... - przerwał na chwilę - Zaraz, powiedziałaś że mam ładną buzię? - w jego oku pojawił się dziwny błysk, brwi dwukrotnie podskoczyły mu do góry.
     - Eeee... rómieniec zmienił swa barwę z różowej na szkarłatną.
     Hokuto zaśmiał się głośno, jakby ktoś opowiedział mu niesamowicie zabawny dowcip. Delikanie poklepał koleżankę po ramieniu - w końcu z kobietami trzeba jak z kwiatkiem.
     - Nie musisz mnie przepraszać ani nawet dziękować. Kontynuuję po prostu wolę ojca, więc się nie przejmuj. A teraz możesz iść, chyba masz mnie dość na dzisiaj - zachichotał i usiadł z powrotem na swoim miejscu.
     Zakryła twarz dłońmi i stała tak chwilę.
     - Em... powiedziałem coś...? - spytał wystraszony, że kobiecie zebrało się na płacz. Może jego żarty nie były tak śmieszne, jak mu się wydawało.
     - Jesteś okropny! - krzyknęła nadal z zasłoniętą twarzą.
     Poderwał się z siedzenia.
     - Pani McDaglas...
     Odwróciła się do niego plecami pochylając głowę, on natomiast ruszył w jej kierunku i położył z niepokojem dłoń na jej łopace.
     - Ja...
     Azael wykonała nagły w tył zwrot i złapała go za ręce. - Mam cię. - uśmiechnęła sie szeroko. Mężczyzna niemal podskoczył. - To za twoje, nawiasem mówiąc, nieładne zachowanie. - pstryknęła go w nos stając na palcach.
     - Jest pani zwolniona - skwitował jej wygłup z powagą - Proszę nie zapominać, że to ja jestem tutaj dziekanem, a pani tylko pracownicą. Teraz już byłą.
     - A myślałam, ze ma pan poczucie humoru. - wydęła usta. - To żegnam. - odwróciła się w kierunku wyjścia. Otworzyła je i zerknęła na niego przez ramię. - A już zaczynałam pana lubić Umeda-san, lecz mówi się trudno. - zaczęła zamykać drzwi.
     - Mnie również przykro - odburknął rzucając na biurko jakąś teczkę.
     Zdezorientowana Azael wyszła na korytarz i usłyszała za sobą zatrzaskującą się klamkę. Stała twarzą zwrócona ku drzwiom mając nadzieję, że lada chwila dziekan otworzy je i krzyknie "żartowałem". Czym innym mogłyby być jego słowa, jak nie żartem? Niemożliwe, by naprawdę ją zwolnił. Za coś takiego?
     Stała tak wpatrując się w framugę jeszcze kilka minut, aż w końcu zrezygnowana odwróciła się i podążyła korytarzem. Gdy już miała wejść na schody usłyszała skrzypnięcie drzwi.
     - McDaglas! - wrzasnął Hokuto i odnalazł ją wzrokiem, po czym wycelował w nią dłoń ułożoną na kształt broni i zgiął kciuk - Pach!
     Kobieta patrzyła na niego sparaliżowana
     - Żartowałem - powiedział - Never mess with the best - i zniknął w swoim gabinecie. 
2009-08-03 13:45:28 || skomentuj (11)

[ Pani Recepcjonistka i James (...) Burgess]

Z rana dnia następnego James zebrał wszystkie swoje graty w torby i kartony, poczym wynajął jakich pacholasów, którzy będą te pierdoły za nim nosić, włącznie z jego bezcenną nową rzeźbą ptaka-wenus. Zszedł zadowolony jak wszyscy święci na dół i uśmiechnął się czarująco do recepcjonistki.
- Witaj moja najjaśniejsza gwiazdo. Aniele, pozwól mnie niegodziwemu chwilę nacieszyć oczy twoją osobą...
- Czego?- burknęła odrywając się od rozwiązywanie krzyżówki- A, to ty. Zabrałeś już wszystkie swoje graty?
- Tak, choć z bólem martwię się, że będę mieszkał dalej od tej wspaniałej oazy, jaką jest recepcja. - wpatrywał się z nią z uwielbieniem- Skrywającej największy skarb tego świata...
- Ty chcesz się doigrać, taaaaak?- zmarszczyła brwi i zaczęła szukać odpowiedniego klucza. Jak najdalej od recepcji, żeby dojście zabrało mu jak najwięcej czasu.
- Czemu mnie odtrącasz... - westchnął- wy, piękne kobiety, zawsze mną gardzicie. - odwrócił się do niej bokiem i wsadził ręce do kieszeni. Los chciał, żeby jego palce trafiły na jeden z naszyjników, z których wybierał ten do swojej rzeźby. Szatan w jego czaszce zaśmiał się jak wariat- A przyniosłem tobie skromny dar, oznakę szczerości moich uczuć...
- Twój klucz- położyła klucz na recepcyjnej ladzie.
- Moje serce. - położył medalik z plecionym srebrnym łańcuszkiem tuż obok klucza i wziął go (klucz)- dziękuję. - kiwnął na chłopców tachających jego graty.
- A co to ma znaczyyyć?- spojrzała na niego groźnie.
- Nic poza tym ze jestem głupim, zakochanym szczeniakiem. - rzucił nie patrząc na nią, niby z zażenowania własnymi uczuciami.
- Idź już sobie i zabierz to ze sobą- ależ ona była lodowata!
On jednak ani myślał. Poszedł, a drobiazg został na blacie.
2009-07-30 12:03:36 || skomentuj (2)

[Adam Henderson i Lisa Rowe]
  

Popołudniu po zajęciach Lisa stałą przed wejściem do akademików, obok mosiężnej popielnicy i paliła papierosa patrząc na czubki swoich lakierowanych, zielonych szpilek. Była pewna, że gdyby ta zdzira od emisji głosu ją teraz zobaczyła to by ją zabiła, więc wyglądała jak zestresowany 14-latek chowający się na przerwie w śmietniku, żeby wyjarać fajkę. Przed chwilą dostała ochrzan stulecia za spanie na zajęciach, na których mieli pokazywać swoje emocje. Z budynku właśnie wyszedł Adam. Z małą kamerką, gotowy do pracy, żeby zrobić jakiś filmiczek. Kiedy zobaczył Lisę, to aż się do siebie uśmiechnął. Widząc że ktoś wychodzi odruchowo schowała papierosa, jednak kiedy zorientowała się, że to uczeń westchnęła sfrustrowana i dopaliła fajkę. Kiwnęła do niego głową na przywitanie. 
- Mieszkasz tu? - zapytał ucieszony.
- Tak tak. - zagasiła fajkę i przeszukała kieszenie w poszukiwaniu kluczyka- Nie mów, że ty też. - puściła mu oczko.
- A jednak- włączył kamerkę- Kiedyś będziemy musieli jeszcze raz zabalować, co? - o ile coś pamiętała.
Spojrzała w obiektyw.
- Daj spokój, jeszcze nie odespałam wczoraj.
- A co robiłaś wczoraj? - postanowił, że Lisa będzie gwiazdą jego dzisiejszego dzieła.
- Leciałam na księżyc. I z powrotem.
- Opowiesz mi o tym?- uśmiechnął się.
Zbliżyła się do obiektywu.
- Mogę ci pokazać.
- Pokaż, pokaż...
Wyciągnęła rękę po kamerę i obróciła ją w jego ręku tak, że dalej ją trzymał, jednak zwróconą w swoją stronę. Podeszła do niego i opierając policzek o jego policzek spojrzała w obiektyw.
- To bardzo niebezpieczna podróż... - mruknęła mu w ucho, oplatając ramionami jego szyję.
- Ech te asteroidy, co? - spojrzał na nią katem oka.
- A skąd, najgorsza jest mleczna droga. - polizała go po uchu wsuwając ręce pod koszulę.
- Mleczna droga, mówisz...- uśmiechnął się i palcem wolnej ręki połaskotał ją po brodzie.
- Tak. - już nie chciała wspominać o czarnej dziurze, wiedząc, że temu napaleńcowi zaraz się z czymś skojarzy. Zaśmiała się pod nosem i ugryzła go lekko w ucho- A kiedy już staniesz stopą na księżycu, musisz zapłacić przewoźnikowi. O tak. - naparła lekko na niego i cmoknęła go prosto w ucho, tak, że aż zadzwoniło mu w drugim, poczym chichocząc odsunęła się.
- Następnym razem zabierz mnie tam ze sobą- znowu zwrócił kamerę w jej stronę. To było oczywiste, że mleczna droga od razu mu się skojarzyła.
-No nie wiem czy zasłużysz.
- Dzięki- wyłączył kamerę- Ale nie rób tak więcej :c- potarł sobie dłonią ucho, które cmoknęła- To nieprzyjemne.
- No daj, pocałuję i przejdzie. - wyciągnęła dłoń w stronę jego twarzy, jednak kiedy tylko opuszkiem musnęła jego skórę cofnęła rękę i odwróciła wzrok.
Uniósł brwi, bo zdziwiła go trochę swoim zachowaniem. W jednej chwili zamieniła się w nieśmiałą dziewczyneczkę.
- Przepraszam. - bąknęła niepewnie i spojrzała gdzie indziej, wciąż unikając jego spojrzenia- chyba muszę.. mm. Iść, tak, muszę. Wiesz, zajęcia. Znaczy, nie mam klucza do pokoju i jak nie złapię Sophie to będę spać na korytarzu. - minęła go drapiąc się w głowę, tym samym zasłaniając swoje oczy w obawie przed pochwyceniem jego spojrzenia- Wybacz. - i weszła do akademika.
" A to dobre" pomyślał sobie zastanawiając się, czy Lisa grała czy naprawdę taka jest. A skoro mieszkała razem z Sophie, to znaczyło że może ją nachodzić niemal codziennie! Blondynka westchnęła wbiegając na schody i dla pewności obejrzała się na drzwi do akademików. Wyjmując klucz z tylnej kieszeni dżinsów skręciła w korytarz w bok myśląc o jeden bóg wie czym.  Adam zapalił papieroska i poszedł na miasto pobawić się kamerką.

 


2009-07-30 10:15:08 || skomentuj (8)

Grafika by Ols
Kod html by Ols
Layout tylko dla Inochi no Gakkou 3